Zbyt daleko posunięty redukcjonizm. W budownictwie tradycyjnym jest wymiar blichtru i bigoterii, ale jest też wymiar ekologii np. w podejściu do ociepleń za pomocą wełny drzewnej, metod ogrzewania, budowaniu z lokalnych materiałów, powolnego odradzania się rzemiosła budowy domów tradycyjnymi metodami, co jest świetne i napawa mnie optymizmem.
Czytając artykuł można jednak wysunąć wniosek, że modernistyczne budownictwo jest ok. No nie jest i można byłoby sformułować pod jego adresem analogiczne zarzuty, zwłaszcza dotyczące ekologii.
To nie do tej tradycji chce wracać prawica, tylko do najbardziej bezsensownych imperialnych wzorców. Mali chłopcy potrzebują otaczać się wielkimi strzelistymi kolumnami.
Albo przeszklonymi ścianami w dziwacznych kształtach na wzór budynku TVP w Warszawie. Albo monumentalnymi bryłami z betonu architektonicznego na wzór CSK w Lublinie. Zgadzam się, ale problem nie jest w stylu, tylko potrzebie dystynkcji.
Gość pisze o “architektonicznej rewolcie”:
wielu z nich powrót do „harmonii i piękna” w budownictwie traktuje jako pierwszy krok do walki z nowoczesną degeneracją na płaszczyźnie społeczno-politycznej.
No, tak, tylko ta degeneracja to firmy deweloperskie i cała patologiczna branża budowlana w Polsce. Tymczasem Autor stygmatyzuje sensowny prąd w architekturze, bo zobaczył kilka profili na FB i mu się kojarzy przez Trumpa z Konfederacją.
No i celnie zauważa, że wszelkiej maści fasze jarali i jarają się arhitekturą z dawnych czasów, nieważne czy antyczną, średniowieczną, barokową, neogotykiem itp, to była “dobra sztuka”, a nie ten “zgniły modernizm”.
To co, wypada się jarać historyczną architekturą, czy to już faszyzm? Jak firma deweloperska tnie koszty na ludziach i raczy ich klatkową zabudową na kredyt na 30 lat, albo korpo jedno z drugim buduje sobie reprezentatywny wieżowiec w środku miasta, to już nie jest faszyzm? Może systemowe obijanie styropianem historycznej zabudowy, żeby ją rozebrać za kilkanaście lat bo nie da się w niej żyć, to jest antyfaszyzm?
Nie zrozumcie mnie źle, popularne na prowincji są budynki stylizowane na dworki szlacheckie. Stoi za tym naturalnie dziurawy mit wielkiej Polski i to jest symptom poglądów politycznych na prowincji. Tyle, że ten szlachecki mit jest już rozbrojony popkulturą. To samo z amerykańskim neoklasycyzmem: pięknie, ale te budynki stoją na niegdysiejszych plantacjach bawełny.
Autor chce odnieść się do tego, że faszyzm zasadza się na fantazji o sile narodu utraconej na rzecz niszczącej go mniejszości. To, że tę fantazję najwygodniej skonstruować na mitycznej historycznej potędze to prawda, ale można inaczej. Mit założycielski można skonstruować też na fantazji o podboju gwiazd, a mniejszość obwinić o zatrzymywanie postępu. Można go skonstruować w oparciu o mit woli jednostki tłumionej przez zawistne masy. Możliwości jest wiele, ale każda opiera się na dystynkcji, która rozbija ludzi na grupy lepszych i gorszych. Wydaje mi się, że takie ujęcie jest dużo bardziej aktualne.
Wolno się jarać historyczną architekturą, ale ruch AR ma jasne polityczne tony w swojej wizji świata i trzeba być ślepym żeby tego nie widzieć, nie dostrzegać tego co próbują przemycać pod swoją fasadą.
I to nie są ludzie marzący o powrocie naturalnych, ekologicznych materiałów budowlanych ani o zrównoważonej wizji architektury. To nie jest ‘sensowny prąd’. I mówię to jako osoba która modernizmu bardzo, bardzo nie lubi.





