Najpierw przyjdą po brutalizm, potem zakażą dekonstruktywizmu, aż zostaną tylko białe kolumny i złote posągi. Co stoi za polityką budowlaną Donalda Trumpa?
To co, wypada się jarać historyczną architekturą, czy to już faszyzm? Jak firma deweloperska tnie koszty na ludziach i raczy ich klatkową zabudową na kredyt na 30 lat, albo korpo jedno z drugim buduje sobie reprezentatywny wieżowiec w środku miasta, to już nie jest faszyzm? Może systemowe obijanie styropianem historycznej zabudowy, żeby ją rozebrać za kilkanaście lat bo nie da się w niej żyć, to jest antyfaszyzm?
Nie zrozumcie mnie źle, popularne na prowincji są budynki stylizowane na dworki szlacheckie. Stoi za tym naturalnie dziurawy mit wielkiej Polski i to jest symptom poglądów politycznych na prowincji. Tyle, że ten szlachecki mit jest już rozbrojony popkulturą. To samo z amerykańskim neoklasycyzmem: pięknie, ale te budynki stoją na niegdysiejszych plantacjach bawełny.
Autor chce odnieść się do tego, że faszyzm zasadza się na fantazji o sile narodu utraconej na rzecz niszczącej go mniejszości. To, że tę fantazję najwygodniej skonstruować na mitycznej historycznej potędze to prawda, ale można inaczej. Mit założycielski można skonstruować też na fantazji o podboju gwiazd, a mniejszość obwinić o zatrzymywanie postępu. Można go skonstruować w oparciu o mit woli jednostki tłumionej przez zawistne masy. Możliwości jest wiele, ale każda opiera się na dystynkcji, która rozbija ludzi na grupy lepszych i gorszych. Wydaje mi się, że takie ujęcie jest dużo bardziej aktualne.
Wolno się jarać historyczną architekturą, ale ruch AR ma jasne polityczne tony w swojej wizji świata i trzeba być ślepym żeby tego nie widzieć, nie dostrzegać tego co próbują przemycać pod swoją fasadą.
I to nie są ludzie marzący o powrocie naturalnych, ekologicznych materiałów budowlanych ani o zrównoważonej wizji architektury. To nie jest ‘sensowny prąd’. I mówię to jako osoba która modernizmu bardzo, bardzo nie lubi.
To co, wypada się jarać historyczną architekturą, czy to już faszyzm? Jak firma deweloperska tnie koszty na ludziach i raczy ich klatkową zabudową na kredyt na 30 lat, albo korpo jedno z drugim buduje sobie reprezentatywny wieżowiec w środku miasta, to już nie jest faszyzm? Może systemowe obijanie styropianem historycznej zabudowy, żeby ją rozebrać za kilkanaście lat bo nie da się w niej żyć, to jest antyfaszyzm?
Nie zrozumcie mnie źle, popularne na prowincji są budynki stylizowane na dworki szlacheckie. Stoi za tym naturalnie dziurawy mit wielkiej Polski i to jest symptom poglądów politycznych na prowincji. Tyle, że ten szlachecki mit jest już rozbrojony popkulturą. To samo z amerykańskim neoklasycyzmem: pięknie, ale te budynki stoją na niegdysiejszych plantacjach bawełny.
Autor chce odnieść się do tego, że faszyzm zasadza się na fantazji o sile narodu utraconej na rzecz niszczącej go mniejszości. To, że tę fantazję najwygodniej skonstruować na mitycznej historycznej potędze to prawda, ale można inaczej. Mit założycielski można skonstruować też na fantazji o podboju gwiazd, a mniejszość obwinić o zatrzymywanie postępu. Można go skonstruować w oparciu o mit woli jednostki tłumionej przez zawistne masy. Możliwości jest wiele, ale każda opiera się na dystynkcji, która rozbija ludzi na grupy lepszych i gorszych. Wydaje mi się, że takie ujęcie jest dużo bardziej aktualne.
Wolno się jarać historyczną architekturą, ale ruch AR ma jasne polityczne tony w swojej wizji świata i trzeba być ślepym żeby tego nie widzieć, nie dostrzegać tego co próbują przemycać pod swoją fasadą.
I to nie są ludzie marzący o powrocie naturalnych, ekologicznych materiałów budowlanych ani o zrównoważonej wizji architektury. To nie jest ‘sensowny prąd’. I mówię to jako osoba która modernizmu bardzo, bardzo nie lubi.